Obawy przed utratą pracy wśród zawodowych tłumaczy
B icon

Obawy przed utratą pracy wśród zawodowych tłumaczy

Oceń:
/ Aktualna ocena: 5

W ostatnim czasie zwiększyła się liczba widomości odbieranych od tłumaczy, którzy dobrowolnie zgłaszają chęć współpracy z naszym biurem tłumaczeń. Zastanawiając się nad przyczyną tego zjawiska poruszę temat, który ostatnio jest mocno podgrzewany przez firmy i osoby związane z naszą branżą. Chodzi oczywiście o...

Rozwój AI i ryzyko utraty zleceń tłumaczeniowych

Wraz z dynamicznym rozwojem sztucznej inteligencji (ang. Artificial Intelligence, AI) i technologii bazujących na Dużych Modelach Językowych (ang. Large Language Model, LLM), w szeregach pracowników przemysłu tłumaczeniowego pojawiają się pewne obawy. Pisałem już na ten temat w kontekście chat botów.

Tłumacze boją się, że sztuczna inteligencja z krótkim czasie będzie w stanie ich zastąpić, co może przyczynić się do zmniejszenia liczby zleceń na tłumaczenia pisemne. Mają również podejrzenia, że w dłuższej perspektywie czasu może się to wiązać z utratą pracy.

Pytanie tylko, czy te obawy są uzasadnione? Jeden z zaprzyjaźnionych tłumaczy podczas ostatniej wymiany poglądów powiedział, że "pisemne niepoświadczone praktycznie się skończyły". Twierdzi, że przedsiębiorcy nie powierzają przekładu swoich materiałów zewnętrznym dostawcom usług tłumaczeniowych, ponieważ korzystają z rozwiązań opartych o LLM. Sprawdźmy serca i nerki tych algorytmów oraz ich możliwości! - brzmi co najmniej dziwnie, prawda?

Jak przejście suchą stopą przez aktualny okres przejściowy?

Zanim jednak do tego przejdę, skupię się na sercach, nerkach, suchych stopach i obronnych rękach. Oczywiście wszystkie te mechanizmy wspomagające człowieka w pracy tłumaczeniowej i edytorskiej w ciągu kilku ostatnich lat zaliczyły kilka leveli. Nie da się tego ukryć.

Ale jeżeli ktoś dziś na poważnie uważa, że można stosować maszynówkę na globalną skalę bez weryfikacji wykonywanej przez człowieka, jest moim zdaniem w wielkim błędzie. Pozwolę sobie na podstawie przykładów rozprawić się z pewnymi chorobami. W pierwszej kolejności z tymi dotykającymi kończyn i niewymagającymi żadnych dodatkowych badań czy wyjaśnień:

W dalszej kolejności na tapecie są te dotyczące narządów wewnętrznych z dziwnie brzmiącym dosłownym tłumaczeniem idiomu Auf Herz und Nieren prüfen na czele. Tu dodam tylko, że w rzeczywistości nie chodzi o problemy kardiologiczne czy nefrologiczne, a wnikliwe sprawdzenie.

A na koniec: wrzucam angielski opis usługi polegającej na maszynowym generowaniu treści, który pod niebiosa wychwala zdumiewającą jakość tychże treści, do maszynowego przetłumaczenia (nota bene bazującego na tej samej technologii) na język polski i klikam w przycisk sprawdzam. Niestety czytając ten przekład mocno się zastanawiam, kiedy nastąpi to zdumienie, gdzie ten efekt łał (ang. Wow)?

W moim odczuciu każde zdanie haczy bądź charczy. A nawet gdy na pierwszy rzut oka nic nie tnie, to i tak większość nadaje się do liftingu. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy godzą się na taką jakość, inni wręcz proszą o produkt maszynowy (pisząc w zapytaniu ofertowym: wygrywa najniższa cena), a na samym ogonie są ci, którzy nie będąc maszynami mogą się jedynie do tej kaszlącej jakości zbliżyć, ale nic poza to.

Ponad 300 słów i nadal brak odpowiedzi, jak sobie z tym poradzić będąc zawodowym tłumaczem (nie domorosłym post-edytorem). Wydaje mi się, że ten okres zachwytu AI trzeba po prostu przeczekać. Zaleje nas fala defensywnych stóp, suchych dłoni, niewydolnych nerek i zawałów serc. Na taką skalę, jaką chyba trudno sobie wyobrazić. Ale mam przeczucie, że zauroczenie szybko minie. Pojawią się problemy. Mnóstwo problemów.

Trzeba będzie wyjaśnić kwestie praw autorskich, jak również rozwiązać problemy związane z poufnością i prywatnością danych poddawanych opracowaniu przy współudziale technologii opartych o AI, a następnie opracować i wdrożyć niezbędne regulacje w tym zakresie. Odpowiedzialność, niezawodność i bezpieczeństwo systemów przetwarzających to kolejne ważne aspekty, o których należy głośno mówić.

I albo ta fala wszystko zmiecie i zostawi po sobie w dłuższej perspektywie czasowej wielowymiarowe spłaszczenie języków, którymi się posługujemy, albo przed ziszczeniem się tego czarnego scenariusza uchronią nas rozwiązania systemowe.

Więcej AI, jeszcze więcej AI, najwięcej AI

Z naszego rynku płyną również głosy bardzo optymistyczne. Nie tak dawno miałem przyjemność przeczytać futurystyczną przepowiednię nadchodzących zmian w zawodzie tłumacza. Procesy tak zwanego Alignment'u będą całkowicie zautomatyzowane - tłumacz-operator tylko wskaże pliki do importu, zrobi klik i gotowe. Nic tylko podpiąć do opracowywanego aktualnie projektu powstałą w ten sposób pamięć tłumaczeniową.

Następnie, niczym operator suwnicy, rozsiądzie się wygodnie przy swoim stanowisku pracy i ruchem palca (bądź mrugnięciem oka) będzie zatwierdzał maszynowo generowane tłumaczenie segment po segmencie. W sytuacji, w której będzie chciał wprowadzić korektę, najzwyczajniej w świecie wyda komendę głosową - na przykład: Zamień w aktualnym zdaniu "jeśli" na "jeżeli". Po czym powróci do przesuwania palca po ekranie.

Żarty na bok: gdzie nie spojrzę, tam widzę nagłówki, w których AI jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Gdy mowa o najnowszych trendach, to AI gra pierwsze skrzypce. Analiza danych, statystyka, rachunek prawdopodobieństwa, komunikacja, obsługa klienta, pisanie lub poprawianie kodu, wspomniane powyżej generowanie treści czy grafik - AI szturmuje wszystkie branże jak jednostka SWAT.

Nie można dziś ukrywać i poza pewną grupą tłumaczy chyba nikt już nie ukrywa, że większość procesów tłumaczeniowych na świecie wykorzystuje technologię LLM. O ile maszynówka przeszła etap porządnej postedycji, to nie ma w tym nic zdrożnego. To właśnie dzięki tej technologii i potężnym platformom CAT zawodowi tłumacze zapewniają tani i szybki przekład treści, a usługi tłumaczeniowe są dostępne na pstryknięcie palców.

Zastanawia mnie jednak, w jakich warunkach przyszłe pokolenia tłumaczy będzie szlifowało swój warsztat? Kadetki i kadeci będą odłączać MT i wykonywać tłumaczenia "offline"? Czy może niebawem nadejdą takie czasy, w których już nikt nie będzie tłumaczył samodzielnie?

Na te i podobne tematy rozmawiałem ostatnio z przedstawicielem firmy Magico Software, która wspiera nas w zakresie usług IT. Mimo wielu różnic w postrzeganiu aspektów związanych z AI, w jednym byliśmy zgodni: ta technologia ma wspierać człowieka, a nie go zastępować, przy czym na obecnym etapie rozwoju nie jest w  stanie go zastąpić.

Rozwijając wątek tajemniczej grupy tłumaczy, o której wspomniałem powyżej, chciałbym powiedzieć, że już od jakiegoś czasu zabieram się do jej opisania, ale dotychczasowe próby nigdy nie przeszły pierwszego czytania. Tym razem też tak było.

Skontaktuj się
z nami

Napisz do nas

Wyślij do nas zapytanie ofertowe - z chęcią doradzimy oraz przedstawimy konkretne rozwiązania dostosowane do określonych potrzeb.

Zamknij

Napisz do nas

Nie wybrano pliku
* wymagane
Zaznacz, aby kontynuować